czwartek, 16 czerwca 2016

00.

      Stukając nerwowo ręką, w drążek od zmiany biegów, Justin rozejrzał się dokładnie i wyjechał z zatłoczonego parkingu. Nienawidził zakupów, a tym bardziej w godzinach szczytu, gdzie ludzie wracali ze szkół, uczelni i pracy. Był to prawdziwy koszmar. Mężczyzna westchnął, przeczesując dłonią gęste, kasztanowe włosy. Korek przed nim ciągnął się na co najmniej pół kilometra, ale nie przeszkadzało mu to. Cieszył się spokojem panującym w aucie, kiedy był daleko od swojej żony, która coraz mocniej go irytuje, gdy jest w pobliżu. Jednak czy kiedykolwiek było inaczej? Związał się z Melanie, przez jedną noc, która zaowocowała poczęciem dziecka. Ich dziecka. 
        Justin nie umiał zostawić Melanie samej z maluchem, był zbyt dobrze wychowany. Rozumiał, że dziecko jest konsekwencją ich wspólnego czynu, zwłaszcza, że przyczynił się do jego stworzenia. Kilka godzin po porodzie, kiedy Justin wziął w swoje ręce maleńkie zawiniątko, nie mógł oderwać od niego oczu. Dzieciątko było drobniutkie, kruche, miało różową skórę i burzę czarnych gęstych włosów, tak jak on, kiedy się urodził. W Victorii widział cząstkę siebie, którą natychmiast pokochał. Dziewczynka była jego oczkiem w głowie, które teraz miałoby cztery latka.
         Mężczyzna bardzo często wracał do dnia, kiedy zaginął jego najukochańszy skarb. Chciał krzyczeć, płakać, rwać sobie włosy z głowy. Tego dnia czuł wszystko i nic jednocześnie. Jego świat się zawalił, a grunt usunął mu się spod nóg.
       Tego feralnego dnia popełnił jeden błąd, którego nigdy nie zapomni do końca swojego życia.


_____

Mam nadzieję, że spodoba Wam się rozdział, jak i całe opowiadanie. :)
CZYTASZ? ===)> KOMENTUJESZ ♥

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz